sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 9

Brązowowłosa dziewczyna siedziała na parapecie w swoim pokoju, gdzie przed chwilą przyleciała stara sowa. Nastolatka ze łzami w oczach wściekle wpatrywała się w horyzont. Do piersi przyciskała małą karteczkę, na której wypisane były tylko cztery słowa:


Mam dowody. Zaraz będę.
Czy te dowody będą prawdziwe? - pomyślała - Czy ON mógłby mi to zrobić? Przecież wie, że ja go...

Nie dokończyła jednak tej myśli, bo do jej pokoju ktoś cichutko zapukał. Nie chcąc, żeby rodzice dowiedzieli się o przybyszu, nie krzyknęła 'proszę', tylko podeszła do drzwi i otworzyła je.

- Właź! - syknęła.

Do pokoju wsunął się wysoki nastolatek.

- Masz? - spytała rozgorączkowana.

- Mam - chłopak skrzywił się. - Jest zdjęcie, no i sam widziałem, JAK się całują.

- Pokaż - powiedziała władczym tonem. - No dawaj!

Nastolatek wyciągnął z kieszeni pomięte zdjęcie. Postacie na nim się poruszały! Przedstawiało ono jakąś młodą parę, chłopak trzymał niziutką szatynkę w ramionach i obracał się z nią wokół własnej osi, śmiejąc się i od czasu do czasu całując dziewczynę - w czoło, we włosy, w policzek. Wyglądali, jak najszczęśliwsi ludzie pod słońcem. Szatynka odwróciła głowę, żeby ukryć łzy. Nim ktokolwiek się odezwał, upłynęło już sporo czasu.

- No i co zrobimy? - spytał chłopak.

- Nie wiem. Pomyślę i dam ci znać. A teraz spadaj już stąd, bo moi rodzice zaraz tu wpadną.

Trzask! I dziewczyna była już sama w pokoju. Nie wiedziała,jakim sposobem jej gość zdobył prawo do teleportacji, ale to nie było teraz ważne. Mogła zostać sama. Rozejrzała się po swoim kwadratowym pokoju. Jej wzrok zatrzymał się w zacienionym jego rogu: najpierw na miotle, a potem na poruszającym się zdjęciu. Było na nim siedem osób, ubranych w te same, czerwono - złote barwy. Wszyscy wyszczerzyli się do fotografii. Dwóch chłopców było identycznych. Dziewczyna ze złością pobiegła w róg pomieszczenia i porwała zdjęcie. Gdy spojrzała na strzępy kartki, które leżały na podłodze, osunęła się po ścianie i rozpłakała. W lewej ręce trzymała jeszcze jedną fotografię. Zerknęła na nią, a widząc dwójkę szczęśliwych ludzi łzy popłynęły jej z oczu nieprzerwanym strumieniem.

W jej głowie zrodził się jednak chytry plan, który już niedługo zamierzała wprowadzić w życie.

~*~

Hermiona oderwała wzrok od książki i przymknęła powieki. Siedziała na kocu nad jeziorem w krótkich spodenkach i górnej części bikini. Na nosie miała okulary przeciwsłoneczne. Kończył się już lipiec: dziewczyna nie wiedziała, kiedy upłynęło tyle czasu. Położyła się wygodnie i zasnęła.

Kiedy obudziła się coś było wyraźnie nie tak. Spała najwięcej godzinę, a ze słonecznego popołudnia już nic nie zostało. Czarodziejka zmarszczyła czoło i zerknęła na niebo. Usłane było nawet nie granatowymi, ale wręcz czarnymi chmurami. Zaczęła gorączkowo przeszukiwać torbę i fałdy koca, ale nigdzie nie mogła znaleźć swojej różdżki.

Spokojnie powiedziała sobie w myślach. Założyła luźną bluzkę i rozpoczęła ponowne poszukiwania. Przerwał jej szmer dochodzący z krzewu głogu, którego liście poruszały się w taki sposób, że na pierwszy rzut oka można było poznać, że sprawcą tego ruchu nie jest letni wiaterek.

- Fred? George? - zaczęła cicho szatynka. To, że nie miała swojej różdżki, sprawiało, że była bezbronna oraz podwajało jej przerażenie. - Ron?

- Szukasz czegoś? - ten głos poznałaby wszędzie. Serce skoczyło jej do gardła. - Takie szlamy jak ty nigdy nie powinny wejść w posiadanie Twojej zguby.

Spośród liści wyłoniła się czarnowłosa czarownica. Jej skołtunione włosy opadały bezładnie na twarz, która przybrała szaleńczy, wręcz obłąkany wyraz. Była umorusana, ale poza tym prezentowała się całkiem dobrze - czarna suknia była idealnie dopasowana do jej smukłej sylwetki. W ręce trzymała dwie różdżki. W jednej z nich Hermiona rozpoznała swoją.

- Bellatriks Lestrange - cóż ty robisz w takim miejscu jak to? - Hermiona stwierdziła, że lepiej robić dobrą minę do złej gry, niż okazać strach lubującej go śmierciożerczyni.

- Przyszłam tu po ciebie - powiedziała czarownica takim tonem, jakby nic ją to nie obchodziło. Lekceważąco machnęła ręką. - I tak zginiesz, więc mogę ci zdradzić odrobinę mojego planu.

Hermiona milczała. Bellatriks usiadła po turecku na obszernym kocu, co zaskoczyło i jednocześnie przestraszyło nastolatkę. Właśnie szykowała się do wołania o pomoc.

- Nic ci to nie da, zedrzesz sobie tylko gardło - oznajmiła Lestrange szyderczym tonem. - To ode mnie Draco nauczył się Muffliato, więc i ja potrafię go używać. No więc widzisz, smarkulo, przyszłam tu po ciebie, bo stwierdziłam, że będziesz najlepszą przynętą na pewnego chłopca, a może nawet dwóch, jeśli nie trzech, których doskonale znasz. Więc na pierwszy ogień - Harry Potter. Cóż to by była za strata, odpuścić taką przyjaciółkę, jak pani Granger! - zachichotała. - Twój koleżka jest zbyt honorowy, żeby cię nie ratować. Skoro już o tym mówimy, to jest też Weasley. Ron, tak? Widzisz, moja droga, śmierciożercy potrafią działać tak, że nikt się o tym nie dowiaduje. Tak było też teraz. Ten brudny kundel cię kocha! - odrzuciła głowę i zaśmiała sie głośniej niż przedtem. - Chyba się domyślasz, kto jest tym trzecim - mrugnęła do Hermiony. Ta wzdrygnęła się. - Biedaczysko, straci głowę, kiedy dowie się, co się z tobą stało! Wielka strata, doprawdy, doprawdy - mruknęła szyderczo kobieta, podnosząc się z koca. Cały swój monolog wygłosiła prześmiewczym tonem, co było bardziej przerażające, niż gdyby wypowiadała to z wrogością.- No nic, kochaniutka, czas na nas.

Hermiona zebrała w sobie resztki odwagi i skrzyżowała ręce na piersi.

- Bardzo wygodne - oznajmiła sarkastycznie. - Pojawiasz się tu kiedy śpię, rzucasz zaklęcia, które sprawiają, że nikt nas nie słyszy i, jak mniemam, nie widzi. Zabierasz mi różdżkę, najwyraźniej nie mając odwagi stanąć do uczciwego pojedynku.

Lestrange wybuchnęła przerażającym śmiechem.

- Uważasz, że byłabyś w stanie mnie pokonać? Ty, mała, brudnokrwista dziewucha? - zaśmiała się głośniej. Kiedy się w końcu uspokoiła, znów zabrała głos. - Nie działaj mi na nerwy, dobrze ci radzę. Tam gdzie cię zabiorę nikt nie będzie dla ciebie na tyle łaskawy, jak ja teraz.

Obróciła się w miejscu i w ostatniej chwili za jednym zamachem zdjęła zaklęcia ochronne i złapała Hermionę za włosy. Rozpłynęły się w nicość, a gdy nad jeziorem nie było nikogo, czarne chmury rozproszyły się, a lipcowe słońce odbijało się w tafli jeziora.

~*~

- Stary, przysięgnij mi, że już nigdy nie będziesz gotował.

Dwóch identycznych rudzielców stało obok siebie w zagraconej, ale przytulnej kuchni Nory. Osłaniali nos i usta przed gęstym dymem, którego nie chciał poruszyć żaden, chociaż najmniejszy wiaterek. Fred opuścił z rezygnacją ręce i wyjął różdżkę z tylnej kieszeni jeansów.

- Chciałem jej zrobić niespodziankę - skrzywił się i magicznym sposobem zaczął wypędzać kłęby ciemnego dymu przez okno. Brat zaśmiał się, ale jego oczy zdradzały współczucie, więc pomógł rudzielcowi. Nie upłynęła minuta, a pomieszczenie wróciło do normalnego stanu.

- Wiem, ale to chyba jakiś znak, że Miona ich nie lubi - zachichotał George.

Brat szturchnął go ze złością w żebra, ale po chwili obaj zaśmiali się z kulinarnego wytworu Freda.

- Nawet nie chcę pytać, co to miało być. Masz szczęście, że rodzice zabrali Gin i Harry'ego na Pokątną. Skoro już o tym mówimy, to nie wiesz, po co tam pojechali?

Fred wzruszył ramionami.

- Pojęcia nie mam. Jeszcze spałem, kiedy wyjechali, a zostawili tylko kartkę na stole, sam widziałeś - spojrzał na zegarek. - Hermiona powinna już wrócić.

- Na jej miejscu, to też bym chciał na chwilę wyrwać się z twojego morderczego uścisku. Cały czas się mizdrzycie! - westchnął sfrustrowany George.

- Może jak znajdziesz sobie dziewczynę, to przestaniesz być taki chory z zazdrości - odgryzł się brat.

George zachichotał.

- Straszysz czy obiecujesz?

Fred poszedł w jego ślady. Zaśmiewali się tak, dopóki nie przerwał im Ron.

- Gdzie rodzice, George? - naburmuszony zwrócił się do brata.

Bliźniacy z trudem powściągnęli uśmiech. Oboje wiedzieli, że Ron jest śmiertelnie obrażony na Freda, ni mniej ni więcej za jego związek z Hermioną i nie odzywa się do niego od bitego miesiąca.

George umyślnie wzruszył ramionami i ruszył do drzwi.

- Freda spytaj - był już za progiem, odwrócił się do bliźniaka i za plecami Rona wyszczerzył się do swej kopii.

Ron był w potrzasku. Chciał wiedzieć, gdzie podziała się jego rodzina i najlepszy przyjaciel, ale musiałby się przełamać i spytać o to starszego brata. Żałował, że nie zwracał uwagi na to, co mówi Harry, gdy obudził go wczesnym rankiem, a zamiast tego zapadł w sen. Minęła już dobra minuta krępującego milczenia.

- Są z Ginny i Harrym na Pokątnej - powiedział w końcu rozbawiony Fred. - Nie zachowuj się jak dzieciak, Ron, któremu w piaskownicy zabrano ulubione grabki.

Uszy Rona zaczerwieniły się.

- A więc Hermiona jest dla ciebie tylko zabawką, tak? Ciekawe, co powie, kiedy jej to przekaże.

- Hermiona dobrze wie, kim dla mnie jest - powiedział spokojnie Fred, ale jego dłonie zacisnęły się w pięść - i daleko temu do zabawki. Nie zaczynaj kolejnej kłótni, Ron. Nie czytaj między wierszami.

- Nie będziesz mi mówił, co mam robić! - krzyknął Ronald tonem naburmuszonego przedszkolaka.

- Hej, hej, braciszku, spokojnie. Nikt cię tu nie obdziera ze skóry, więc zamknij na chwilę jadaczkę i słuchaj. Kocham Hermionę, ale ty jesteś moim bratem i nie chcę się z tobą kłócić, tym bardziej o nią. Nie widzisz tego, że ona to zauważa? Nie chce być powodem bójek między nami, tak jak to było ostatnio.

- Widzę to, dobrze to widzę, ale to twoja wina. Sam zaobserwowałeś, że mi się podoba, więc postanowiłeś, że będzie twoją kolejną zdobyczą, tak?

- Przesadzasz, Ron.

- Przesadzam? Ja przesadzam? - Ron był coraz bardziej zdenerwowany. - Ty obłudna świnio! Nie kochasz jej, chcesz mi tylko zrobić na złość!

I w tej chwili Fred rzucił się na niego.

Jednak George w porę stanął między braćmi.

- Ron, uspokój się. Nie wiesz, co mówisz twierdząc, że on jej nie kocha. Nie mieszkasz z nim w jednym pokoju - jak zwykle starał się obrócić wszystko w żart. Jednak teraz nie wyszło. Ron był nieugięty, a Fred miał rozeźlony wyraz twarzy i cały dygotał.

- Wyjdź stąd. Wyjdź stąd i nie wchodź mi w drogę, dopóki nie zmienisz zdania - powiedział bliźniak, wyrzucając z siebie kolejne słowa.

- Oczywiście, braciszku - powiedział Ron sakrastycznie i ukłonił się. - I tak zawsze wychodzi na twoje - i wyszedł.

- Nie przejmuj się nim - powiedział George - zapomni i mu przejdzie.

- Jasne - prychnął Fred. - Dzięki stary. Idę szukać Miony. Mógłbyś...

Ale nie zdążył skończyć zdania. Jego brat machnął różdżką, przywracając całkowity porządek w kuchni, a drugim machnięciem wyczarował ciasto cytrynowe.

- Nie wiem, jak ja ci się odwdzięczę - wyszczerzył się Freddie.

- Leć, a ja się poczęstuje moim dziełem sztuki.

Fred wypadł z domu jak strzała. Hermiona miała iść nad jezioro, więc udał się spacerkiem w tamtą stronę. Jednak gdy wyszedł na polankę przed zbirnikiem, ogarnęła go panika. Rzeczy Miony były porozrzucane, a koc złożony tylko w połowie.

- Miona? - zaczął cicho. Po chwili jego głos urósł jednak do rangi rozpaczliwego krzyku. - Hermiona! Miona, gdzie jesteś?!

Rozejrzał się i przeszukał tę część lasu, która znajdowała się w pobliżu polanki. Po nieudanych poszukiwaniach wrócił na nią. Podszedł do koca. To, co zobaczył sprawiło, że osunął się na kolana i zbaldł. Kępka czarnych, gęstych, kręconych włosów.


Lestrange.

 

- Stary, słychać cię w Norze - usłyszał głos brata, który dochodził od niego jakby z oddali, chociaż widział go tuż przed sobą. Był uśmiechnięty, jak zawsze, ale gdy tylko ujrzał brata, wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. - Rany, Fred, jesteś blady jak ściana! Co z tobą? Gdzie Hermiona?

Ale Fred uniósł tylko przerażone oczy na brata, a nie był w stanie wymówić ani słowa. Po chwili jednak rozczepił palce zwinięte w pięść i na koc wypadła garść skołtunionych włosów. George migiem skojarzył fakty.

- Jasna cholera!

Przez chwilę trwał w takiej samej panice, co brat, ale wziął się w garść, stanął na równe nogi i poderwał za sobą bliźniaka.

- Chodź, musimy coś zrobić.

I pociągnął Freda w stronę Nory. W jej drzwiach zastali Rona.

- Są już rodzice? - krzyknął George. Fred dalej nie mógł wymówić ani słowa.

- Nie. Co jest? Czemu jesteście sami? - Ron był coraz bardziej przerażony.

Jednak George odepchnął bezceremonialnie brata, a Freda siłą usadził na krześle w kuchni. Ron momentalnie go dogonił.

- Gdzie Hermiona? - spytał, potrząsając Fredem. George pociągnął go za tył podkoszulka.

- Śmierciożercy. Wygląda na to, że ją porwali.

- Zabrali ją... - odezwał się cicho Fred, jakby obudził się z transu. Bracia rzucili się w jego stronę, ale on oparł łokcie na kolanach i ukrył twarz w dłoniach. - Przyszła po nią... Jak mogłem zostawić ją samą... To moja wina...

- Nie to nie twoja wina, Fred. Nikt nie mógł tego przewidzieć, uspokój się. Poczekamy na rodziców i zaczniemy jej szukać.

- Poczekamy? George, nie wiesz, co oni mogą jej zrobić, co teraz z nią robią?! - Fred otrząsnął się i wydzierał na cały dom. Ron stał w miejscu jak porażony prądem.

- Co ona zrobiła... - powiedział szeptem, ale to i tak nie uszło uwadze bliźniaków.

- Kto? - krzyknęli równocześnie. Po Fredzie sprzed kilku minut nie zostało ani śladu. Był zdeterminowany i nie było takiej siły, która mogła go powstrzymać.

Ale Ron nie odezwał się ani słowem, umknął przed bliźniakami i rzucił się na schody. Bracia pobiegli za nim, ale on zatrzasnął już drzwi do swojego pokoju.

- O co mu chodziło?

- Nie wiem, George, ale musimy działać.

- Poczekaj, myśl logicznie. Dwójka nastolatków nie da rady bandzie śmierciożerców.

- Więc chcesz ją tak zostawić, tak? - ryknął Fred. - Hermionę, tą, która pomagała nam w powtarzaniu do egzaminów i dzięki której daliśmy radę je zdać? Tą, która zawsze starała sie wyplątać nas z kłopotów? A przede wszystkim dziewczynę, którą kocha twój rodzony brat? Co byś ty zrobił na moim miejscu? Czekałbyś na rodziców, a przy herbatce ustalił plan działania? Liczy się czas, który tracimy!

- Uspokój się, Freddie. Ja też ją kocham, jest dla mnie jak siostra i widzę, ile dla Ciebie znaczy. Ale...

Drzwi otworzyły się z trzaskiem. A stanął w nich...

- Remus! Jak dobrze, że jesteś! Bellatriks Lestrange porwała Hermionę! Nie ma rodziców pojechali na Pokątną z Ginny i Harrym, Fred dostaje szału, chce się sam porwać na...

- Spokojnie George - powiedział Lupin, siłując się na opanowany ton. - Po kolei.

- Hermiona.. - zaczął Fred, ale skrzywił się.

- Hermiona poszła rano nad jezioro - wyręczył go brat. - Chciała iść sama. Po południu Fred poszedł jej szukać, ale znalazł tylko to - powiedział, pokazując kępkę czarnych włosów. - Musisz nam pomóc.

- Jasne, oczywiście. Chodźcie.

- Gdzie? - spytał Fred.

- Do Kwatery Głównej Zakonu Feniksa. Wszyscy członkowie zostaną wezwani, zanim sami się tam znajdziemy, w tym wasi rodzice. Nie martw się Fred - dodał Remus, patrząc ze współczuciem na przygnębionego rudzielca. - znajdziemy ci twoją zgubę, szybciej niż się spodziewasz.

Oto jest kolejny rozdział :) Do mojej małej sielanki wkrada się zamieszanie, mam nadzieję, że się podoba. Przepraszam, ze dawno nic nie wrzuciłam, ale nie miałam dostępu do internetu. Nie wiem, jak to będzie z kolejnym rozdziałem, ponieważ wyjeżdżam i nie wiem, czy dam radę coś opublikować, jednak gdy tylko będę mogła, to wrzucę kolejną część.
Życzę Wam wszystkich wspaniałych wakacji, niezapomnianych przygód, poznania ciekawych ludzi, słońca i duuużo odpoczynku! :)

2 komentarze:

  1. Oczywiście, że się podoba! :D Sielanka też jest fajna, ale najbardziej lubię gdy coś się dzieje. Rozdział świetny. Szkoda, że dopiero teraz go dodałaś, trochę czekałam, ale warto było! c:
    Czyżby to była Alicja Spinnet, Katie Bell lub Angelina Johnson? Skoro było tam zdjęcie drużyny Gryffonów, to na pewno któraś z nich. Tylko dlaczego to zrobiła? ;/ Zazdrość? Tutaj poważny problem się wkradł, z drugiej strony to dobrze, bo nie zawsze musi być kolorowo. Ron, chyba zdał sobie sprawę z głupoty do jakiej się przyłączył. Nie martw się ja też go nie lubię, nigdy go nie lubiłam :D Zawsze taki chamski :).
    Pozdrawiam i życzę weny na kolejne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko! Biedna Hermiona... Fred jest taki zakochany *-*

    Zapraszam do mnie
    Https://fremionefanfic.blogspot.com/?m=1

    Pozdrawiam
    Blue :*

    OdpowiedzUsuń