Żadne z trójki przyjaciół nie usłyszało krzyku Hermy, która popchnięta przez kogoś przewróciła się i uderzyła głową w jeden ze stopni. Na schodach panował wielki gwar i tylko sprawca zorientował się co się dzieje.
Nad Hermioną stał wysoki, przystojny blondyn. Na jego twarzy malował się kpiący uśmiech. Wcale nie zamierzał pomóc dziewczynie. Wtedy nie wiedział, że jest obserwowany.
-Głupia szlama-syknął.-Uważaj, jak łazisz.
Na te słowa Pansy Parkinson, która przed chwilą dołączyła do chłopaka, ryknęła śmiechem. Malfoy już miał splunąć w twarz pięknej, leżącej na schodach gryfonki, gdy czyjeś ramię gwałtownie odwróciło go w stronę wysokiego rudzielca.
-Fred-zdążył tylko wypowiedzieć Draco, a Weasley uderzył go pięścią twarz.
-Powiedz jeszcze raz, jak ją nazwałeś - krzyknął Fred. - No, już nie jesteś taki odważny?- kpił z blondyna, trzymając przed nim swoją różdżkę. Teraz patrzyli na nich wszyscy uczniowie, którzy nie zdążyli jeszcze wejść do Wielkiej Sali. Draco wycierał rękawem peleryny krew, która leciała mu z nosa. Bał się dwóch rosłych braci, ale za nic nie mógł się przyznać.
W końcu to Weasley'e -pomyślał.- Co powiedziałby ojciec?
- Mogę to zrobić jeszcze raz, i jeszcze następny, jeśli tego chcesz - rzekł.
We Fredzie się wręcz zagotowało.
- Teraz przesadziłeś! Drętwota!- ryknął. Blondyn spadł ze schodów i osunął się na posadzkę. Fred zbiegł do niego i dał mu mocnego kopniaka w brzuch.
- Freddie, wystarczy...-powiedział jego brat, George, który pochylał się nad oniemiałą z szoku Hermioną.
Jego kopia odwróciła się i chłopak ujrzał pannę Granger, która siedziała podtrzymywana przez drugiego rudzielca.
- Nic Ci nie jest, Mionka?-spytali jednocześnie bliźniacy, na co dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Pewnie, że nie-powiedziała.-Po prostu się potknęłam.
-No, nie tak po prostu- powiedział George patrząc na leżącego na podłodze Malfoy'a.
-Freddie, tylko nabawisz się kłopotów- powiedziała słabo Herma, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu do brązowookiego rudzielca. Na ten widok Fredowi zrobiło się ciepło na sercu.
Moja cudowna, troskliwa Mionka... - pomyślał. Już od jakiegoś czasu szatynka przestała być dla niego tylko przyjaciółką. Nie mógł więc znieść tego, jak zachował się Malfoy jak i pozostać obojętnym na piękny uśmiech gryfonki, który teraz zakwitł na jej twarzy tylko dla niego.
- Bez przesady- odwzajemnił uśmiech- bliźniacy Weasley bez kłopotów, to byłoby dziwne.
- Chodź Miona - powiedział George.- zaprowadzimy Cię do pani Pomfrey.
- Chyba sobie żartujecie - zaoponowała gryfonka, która z jego pomocą stanęła na własnych nogach.- czuje się bardzo dobrze. Mała drzemka nikomu nie zaszkodziła, nawet na schodach - uśmiechnęła się.
Bliźniacy zaśmiali się i już mieli darować jej wizytę w skrzydle szpitalnym, gdy Hermiona zachwiała się.
- To tylko małe zawroty głowy. Nic mi nie jest.
- To tylko małe zawroty głowy. Nic mi nie jest.- wyrecytował Fred, wręcz idealnie naśladując głos gryfonki.- Trudno - dodał, biorąc dziewczynę na ręce. - Już mi nie uciekniesz - zaśmiał się.
- Jesteś prawdziwym potworem - powiedziała Miona próbując się wyrwać, ale wiedziała, że nie ma z nim szans. Zaśmiała się i pozwoliła się zanieść do pielęgniarki.
- No to ja posprzątam bałagan - powiedział George, na co cały korytarz wybuchnął śmiechem. Machnął różdżką w stronę Malfoya, który podniósł się przerażony i zgięty z bólu rozglądał się za swoim oprawcą. Zobaczył jedynie George'a, ale przecież nie umiał rozróżniać bliźniaków. Uciekł do lochów Ślizgonów, co wywołało jeszcze większą salwę śmiechu.
Na korytarzu pozostała tylko jedna osoba, której nic nie śmieszyło. Była nią Angelina Johnson, która ślepo wpatrywała się w plecy odchodzącego Freda.
Dziękuję Vick.M. za wskazówkę z upadkiem Hermy, to byłby trochę nieprawdopodobne, dziękuję <3
Kolejny rozdział będzie dziś lub jutro, zależy od Was.
Buziaki ;*!
Świetnie :D
OdpowiedzUsuńKocham Fremione. To o wiele ciekawszą parą niż Ron i Hermiona.
Mam nadzieję na szybkiego nexta :D
Zapraszam też do mnie:
http://bright-side-of-the-dark.blogspot.com/
Duuużo weny kochana :D