czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 3

Fred, z Hermioną na rękach, doszedł wreszcie do skrzydła szpitalnego. Otworzył drzwi i, najdelikatniej jak umiał, ułożył ją na jednym z łóżek. Tak bardzo się martwił...
- Och, nie przesadzaj Freddie - powiedziała Herma, ukazując rządek równiutkich, białych zębów. - Ja tylko upadłam.
Kiedy szatynka powiedziała do gryfona `Freddie`, po jego ciele rozlało się przyjemne ciepło. Chociaż nazywał go tak jego brat i przyjaciele, na inny głos tak nie reagował.
- Tylko? - spytał zdenerwowany - mogło Ci się coś stać, Miona!
- Oj uspokój się już. Przepraszam.
- Jesteś niemożliwa! - wybuchnął Fred. - Za co mnie przepraszasz?!
- Myślałam, że Cię zdenerwowałam...
Jak ona mogła tak pomyśleć? - pomyślał rudowłosy. - Moja Mionka? Coś miało mnie w niej denerwować? Przecież to niedorzeczne.
- Głupstwo...
- A co się tu dzieje? - pani Pomfrey, jeszcze w szlafroku, wyszła ze swojego gabinetu.
- Potknęłam się - wytłumaczyła szatynka.
- Pan Draco Malfoy przewrócił Hermionę na schodach i straciła przytomność - dopowiedział jednocześnie Fred, wkładając w swe słowa tyle jadu, na ile tylko było go stać.
Hermiona spojrzała na chłopaka zszokowana. Czemu on po prostu nie zamilknie? Ale przecież nie mogła być na niego zła. Jej srogie spojrzenie zmieniło się na pełne ciepła.
- Och, nie martw się, kochaniutka, zaraz się Tobą zajmiemy i zdążysz jeszcze na śniadanie. Tylko najedz się porządnie, żeby starczyło Ci na drogę! - pielęgniarka uśmiechnęła się dobrodusznie i odeszła do regału pełnego eliksirów. Po chwili wróciła i dała Hermionie kubeczek z zielonkawym płynem. - Po tym poczujesz się lepiej, skarbie.
Hermiona spojrzała do środka i jej nozdrza podrażnił nieprzyjemny zapach. Skrzywiła się i poszukała ucieczki u Freda. Ten jednak spojrzał na nią wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu i syknął:
-Duszkiem!
Nie mając innego wyjścia, dziewczyna wstrzymała oddech i opróżniła naczynko.
-Fuuj - mruknęła wystawiając język. Widząc jej minę, Fred wybuchnął śmiechem.
Hermiona nie wiedziała, czy to ten dźwięk na nią zadziałał, czy to sprawka eliksiru. Uśmiechnęła się do rudego i pani Pomfrey.
- O wiele lepiej, dziękuję - powiedziała do kobiety i zeskoczyła z łóżka.
- Powoli... - zganił ją cicho Fred. Złapał ją za rękę i wyprowadził ze szpitalnej sali, zmuszając do niemalże spacerowego tempa.
- Freddie, naprawdę czuję się już dobrze - próbowała przekabacić rudego słodkimi oczkami. Nagle wpadła na pomysł. Musi zadziałać - pomyślała. - Hej Fred, wiesz, ze dziś na śniadanie mają być naleśniki z bitą śmietaną i czekoladą? A później lody miętowe z kawałkami czekolady...-Fred uwielbiał czekoladę. Jeśli ona nie działała, musiało się coś dziać.
Ale Fred nie nabrał się ani na smakołyki, ani na zapewnienia Miony. Nadal ściskał ją za rękę i zmuszał do wleczenia się.
- A jak pozwolę się nieść? - spytała przebiegle Herma.
- Okej, ale mam jeszcze jeden warunek - powiedział Fred, wystawiając policzek.
Gryfonka zaśmiała się i cmoknęła chłopaka w policzek. Potem wskoczyła mu na plecy.
- Panienka pozwoli - powiedział śmiesznym tonem, całując ją w rękę. - Gdzie panienkę podrzucić?
- Do komnaty jadalnej, szanowny panie - powiedziała Herma, powstrzymując chichot.
- No to wiooooo! - krzyknął Fred i podskakując jak koń ruszył w stronę Wielkiej Sali. Przekroczyli próg, śmiejąc się do rozpuku. Ściągnęli na siebie uwagę wszystkich, gdyż właśnie przemawiał dyrektor. Gryfoni zaczerwienili się, a Hermi zsunęła się z pleców Freda. Ten złapał ją za rękę i pospiesznie usiedli obok siebie między George'em, a Harrym.
- Noo, w samą porę - powiedział tajemniczo bliźniak i szepnął coś bratu na ucho. Ten zacisnął pięść i przystawił sobie do ust, żeby nie parsknąć śmiechem.
- Co jest? - spytała Hermiona
George chciał jej powiedzieć, ale Fred go powstrzymał.
- Zaraz zobaczysz - powiedział. - A teraz... - powiedział wkładając jej na talerz 4 naleśniki i napełniając kubek herbatą.
- Jezu, Fred, ja tyle nie zjem! - zaoponowała Miona, odsuwając talerz.
- A założymy się? - spytali jednocześnie bliźniacy.
- O niee, błagam nie róbcie  mi krzywdy - Hermiona zaśmiała się i udała rozpacz.
- Gdzie wy byliście? - spytała zdenerwowana Ginny, uwieszona na ramieniu Harry'ego.
- Później - powiedział George - teraz daj jej jeść.
- To moja przyjaciółka i...
- Och zamknij się, Ginevro! - krzyknął Fred.
- Osz Ty... - Ginny zamachnęła się na brata, ale Wybraniec przytrzymał jej rękę.
- Daj spokój, Gin - powiedział uśmiechając się czule do ukochanej.
Nagle przerwał im krzyk dochodzący od stołu Slytherinu. Wszyscy odwrócili głowy i zobaczyli Dracona Malfoya, który co chwilę mdlał i budził się. I tak w kółko. Cała sala ryknęła śmiechem.
- A oto mój wkład w zemstę - powiedział George, między jednym a drugim napadem śmiechu.
Śmiała się nawet Hermiona. Jako prefekt powinna zachować powagę, ba, nawet zbesztać winowajców, ale widząc całą sytuację nie mogła się powstrzymać. Złapała się za brzuch, a do jej oczu napłynęły łzy. Po chwili jedna z nich kapnęła na jej policzek. Nim zdążyła podnieść rękę, palce Freda ją starły. Rudzielec uśmiechnął się do niej promiennie.
Zaraz potem Malfoy'a wyprowadzono z Wielkiej Sali. Na odchodnym krzyknął słabym głosem swoje: Mój ojciec się o tym dowie!, co wywołało jeszcze większą salwę śmiechu u gryfonów.
- Cisza!- powiedział Dumbledore, starając się zachować powagę. - Ktokolwiek jest winowajcą - tu spojrzał wymownie na Weasley'ów - powinien się cieszyć, że dziś nie możemy już Was karać! A teraz jedzcie już, za 2 godziny wracacie do domu!
Tą nowinę przywitały pomruki niezadowolenia. Choć nauki było dużo, wszyscy uwielbiali Hogwart i nawet na wakacje nie chcieli wracać do domu.
Hermiona pod czujnym okiem Freda zjadła 2 naleśniki i wypiła 2 kubki herbaty. Splotła ręce na pełnym brzuchu i oparła się o jego ramię.
- Freddie, pozwól mi już iść, nie wcisnę w siebie więcej - powiedziała błagalnie.
- No dobra, ale zanim wyjedziemy, pójdziemy do kuchni i poprosimy o kanapki na drogę.
- Okej - zgodziła się wiedząc, że brązowooki nie pójdzie na jakiekolwiek ustępstwa.
- Idziemy? - spytał Ron, który stał nad przytuloną do Freda przyjaciółką.
- Jasne - powiedziała Miona i wstała to samo uczyniło całe grono ich przyjaciół, Szła między bliźniakami co chwila śmiejąc się z ich żartów. Za progiem Wielkiej Sali spotkali Dracona z Parkinson i kilkoma innymi Ślizgonami.
- Hej Malfoy! - krzyknął Fred, obejmując Granger ramieniem. - Dzięki za darmową reklamę, będziemy mieli niezłe wzięcie na Omdlejki Grylażowe!
Szóstka przyjaciół parsknęła śmiechem. Tymczasem Herma rozkoszowała się tym, że pewien przystojny rudzielec właśnie przytula ją do swojego boku.

Przepraszam, że wczoraj nic nie dodałam, ale trochę nie miałam kiedy. W weekend dodam przynajmniej dwa, obiecuję! Mam nadzieję, że Wam się podoba :)
Poza tym proszę, jeśli czytacie, to zostawcie coś po sobie. To bardzo motywuje! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz