sobota, 8 marca 2014

Rozdział 4

Zanosząc się śmiechem przyjaciele doszli do Pokoju Wspólnego. Hermiona nie tyle śmiała się z Dracona, co nie mogła tak po prostu nie uśmiechać się, gdy Fred ją obejmował. Wtedy nie wiedziała, co konkretnie czuje do rudzielca. Podobał się jej w sumie od 3 klasy, ale trudno było to porównać nawet do zauroczenia, a co dopiero do zakochania. A teraz tak się o nią troszczył...
Och, jesteś głupiutka. Ktoś taki jak Fred i ktoś taki jak Ty? Największy żartowniś i jednocześnie jeden z największych przystojniaków Hogwartu i kujonica z szopą na głowie? Ogarnij się. - ganił ją cichy głosik w jej własnej głowie. Uciszyła go i pomyślała, że przeanalizuje to później. Teraz rozkoszowała się dotykiem rudzielca.
Tymczasem w jego głowie panował zupełny chaos.
To przyjaciółka Twojego brata!
I co z tego?
On na nią leci!
Ja też!
A jak da Ci kosza?
Trudno, muszę spróbować.
Tobie kosza? Fredowi Weasley'owi? TEMU Fredowi Weasley'owi? Co powiedzą wszyscy, gdy dowiedzą się, że Hermiona Granger dała mu kosza?
Rudy przerwał ten głupi monolog, zanim zaszedł za daleko. Trochę się zdziwił, widząc reakcję Hermiony. Ale czego się spodziewał? Że ucieknie z krzykiem? Przecież to było całkiem normalne, szóstka traktowała się jak jedno wielkie rodzeństwo, znali się od 1 klasy, spędzali wspólnie wakacje.
Tymczasem chłopak zauważył, że George rzuca mu dość wymowne spojrzenia. Musiał skojarzyć fakty i już wiedział, że Hermiona podoba się Fredowi. Ale przecież był jego bratem bliźniakiem. Nawet jak chcieli coś przed sobą ukryć, to prędzej czy później się wydawało. Pokazał bratu język i ukrywając niezadowolenie, zdjął rękę z ramion Miony. Wetknął do kieszeni dłonie, które rwały się do tej niziutkiej, niczego nie podejrzewającej szatynki. Do Pokoju Wspólnego wetknęła głowę drugoklasistka o imieniu Connie.
- Przepraszam - powiedziała melodyjnym głosem. Przyjaciele odwrócili się do niej. - Mam wiadomość od Albusa Dumbledore'a. Szuka Hermiony Granger, to któraś z Was? - spytała dwóch dziewczyn.
- Tak, to ja - powiedziała Miona. - O co chodzi?
- Uuu, nasza Hermi coś przeskrobała - zachichotał Fred, a wszyscy mu zawtórowali. - Nawet dyrektor Cię szuka! - udał przerażenie.
Hermiona w odpowiedzi dała mu sójkę w bok i spojrzała w stronę zaczerwienionej gryfonki. Ta, czując na sobie jej wzrok, zarumieniła się jeszcze bardziej. Szatynka zorientowała się, że Weasley musi się jej najwidoczniej podobać. Uświadomiwszy to sobie, poczuła dziwne ukłucie w okolicach serca. Szybko się opanowała i czekała na więcej szczegółów.
- Och, profesor Dumbledore mówi, że przyszła do niego bardzo ważna sowa, która Cię dotyczy - wyjąkała Connie.
- Już idę. Do zobaczenia za chwilę - mrugnęła do przyjaciół i wyszła za gryfonką.
- Więc - powiedziała Connie, akcentując samogłoski. - Ty i Weasley? - spytała, nie mogąc się powstrzymać.
Widząc jej zacięty wyraz twarzy Hermiona wybuchnęła śmiechem i zanosiła się nim aż do gabinetu Dumbledore'a.
- Nie twój interes - powiedziała na odchodnym, starając się nie zabrzmieć zbyt niegrzecznie.
Podeszła pod drzwi profesora i trzy razy zapukała cichutko. Usłyszała donośne proszę i nacisnęła klamkę. Ukazał się jej niemalże idealnie okrągły pokoik, z wielkim biurkiem po przeciwnej stronie od dębowych drzwi. Siedział za nim dobroduszny staruszek z siwą brodą sięgającą do pasa. Ze ścian patrzyły na nią różne postacie, czarodzieje i czarownice. Koło niej pojawił się duży, piękny ptak. Nachylił do niej łebek.
- Cześć, Fawkes - szepnęła, głaszcząc feniksa.
- Siadaj, proszę - powiedział Albus, wskazując miejsce przed sobą.
Hermiona spełniła jego prośbę i czekała na ciąg dalszy.
- Widzisz, Hermiono, dostałem sowę od Twoich rodziców - zaczął. - Chcą wyjechać na początku lipca do Bułgarii i, jakby to powiedzieć, nie wiedzą, co z Tobą począć - uśmiechnął się dobrodusznie.
- Och, rodzicom należą się wakacje we dwoje - dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Też tak uważam. Ale kontynuując, piszą z zapytaniem, czy nie masz nic przeciwko.
- Skądże! - krzyknęła Hermiona uradowana, ale zaraz uświadomiła sobie, co to oznacza. Nie chciała przeszkadzać rodzicom, więc musiałaby spędzić sama wakacje w swoim wielkim domu. Sama, bez trajkotania jej ukochanej matki Alexandry, której usta się nie zamykały i złotych rad ojca, Ryan'a, który zawsze wiedział, jak wyplątać się z tej paplaniny, nie raniąc swej żony. Gryfonka uśmiechnęła się smutno. - Dam sobie radę, profesorze. Czy to już wszystko? Chciałabym wrócić się spakować - powiedziała.
- Tak oczywiście, może pani iść, panno Granger - powiedział i uśmiechnął się tajemniczo, jakby wiedział coś jeszcze w tej sprawie. Miona wzruszyła ramionami, pożegnała się i wyszła.

  ***
Ponieważ gryfonka była już spakowana, gdy dotarła do pustego Pokoju Wspólnego, usiadła tylko na kanapie. Wszyscy oczywiście, w popłochu zbierali swoje rzeczy, co szatynka uczyniła już w zeszłym tygodniu. Przygnębiona wpatrywała się w swoje dłonie.
Całe wakacje sama? - pomyślała. Łzy napłynęły jej do oczu, choć nie wiedziała dlaczego. - To będzie straszne. Co ja ze sobą zrobię, nie będę miała do kogo się odezwać.
Po kilku minutach z obu jej stron usiedli Fred i George.
- Coś taka smutna? - spytał zatroskany George.
Bojąc się, że łzy zaczną kapać jej na policzki, dalej patrzyła w swe dłonie.
- Moi rodzice wyjeżdżają na wakacje. Chcę, żeby spędzili je razem. We dwójkę. Chyba nie byli na takich, odkąd się urodziłam - wyznała, uśmiechając się smutno. - Wychodzi na to, że całe wakacje przesiedzę w moim pokoju i zacznę gadać do swoich książek i odbicia w lustrze.
Trójka zachichotała, wyobrażając sobie Hermionę w takiej sytuacji.
- Wcale nie musisz siedzieć sama - powiedział Fred. Hermiona spojrzała na niego zdezorientowana. - Och no wiesz, kiedy ostatnio byliśmy w Norze, to miała całkiem dużo pokoi...
- Właśnie! - przytaknął entuzjastycznie jego brat. - Mama na pewno zgodzi się, żebyś przyjechała. Jesteś chyba jedyną osobą, która kiedykolwiek gościła w naszym domu i bez żadnych próśb odkłada na miejsce wszystkie rzeczy, a na dodatek jeszcze sprzątała! - zaśmiał się.
Hermiona, do której dopiero po jakimś czasie dotarło, że chłopcy zapraszają ją do siebie, pisnęła podekscytowana i zarzuciła im ręce na szyje.
- Naprawdę?! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - krzyczała, całując obu w policzek. Dopiero po jakichś 10 minutach oderwała się od bliźniaków i zaczęła biegać z nimi po pokoju.
- No, nie wiem czy cieszyłbym się na 2 miesiące z nieznośnymi Weasley'ami - zachichotał Fred.
- Nieznośnymi? Jesteście cudowni! - pisnęła Hermiona.
- Wiemy! - powiedzieli równocześnie i wszyscy zaczęli się śmiać. Herma znów przytuliła chłopców. Ale zaraz spoważniała. - A co jeśli wasza mama się nie zgodzi? - spytała smutno.
- Miona, żartujesz? Molly Weasley nie jest na tyle niemądra, aby rezygnować z kogoś, kto, według niej, zachęca nas do nauki i uczy moralności - wyparował Fred.
- Poza tym nasza mama cię uwielbia! A jak nie, to zamieszkasz pod łóżkiem Freda, a przewieziemy Cię w naszych kufrach - zaśmiał się George. Po chwili wszyscy tarzali się ze śmiechu na podłodze wyobrażając sobie Hermionę, która co rano wygrzebuje się spod łóżka rudzielca, a cały dzień ucieka przed państwem Weasley. W takim stanie zastała ich Ginny.
- Jak dzieci - westchnęła do kilkorga innych uczniów, którzy od dłuższego czasu oglądali poczynania nieświadomej trójki.
- Co Wam tak wesoło? - spytała rozchichotana Alicja Spinnet. Trójka podniosła się z ziemi, ale czerwona ze wstydu była tylko Hermiona. Podbiegli do Ginny.
- Jadę do Was na wakacje! - wykrzyczała Miona i rzuciła się w ramiona przyjaciółki. - Moi rodzice jadą do Bułgarii, a chłopcy wymyślili, że pojadę do was, żebym nie siedziała sama w domu!
Kiedy mówiła, prawie nikt nie usłyszał, jak panna Johnson zatrzasnęła ze złości drzwi. Prawie. George, Alicja i Katie Bell odwróciły w tą stronę głowy. Rudy westchnął. Dobrze wiedział, że jego brat podoba się Angelinie, odkąd razem grają w drużynie. Podejrzewał, że Fred też się domyśla, ale udaje głupiego, żeby nie zrobić dziewczynie przykrości. Lubił ją, ale jej to nie wystarczało. Rozejrzał się po pokoju. Wszyscy pouciekali do swoich sypialni. Odwrócił się do Hermy i Ginny.
- Co jak co, ale czasami macie dobre pomysły - uśmiechnęła się do niego siostra. Odwzajemnił uśmiech i szepnął coś Fredowi na ucho. Ten wyszczerzył do niego zęby i wypadł jak strzała na korytarz.
- A tego gdzie niesie? - spytała zdziwiona Hermiona. George zignorował ją i zaczął łaskotać, zanim zaczęła drążyć temat. - Ginny, ratuj! - krzyknęła, ale przyjaciółka zamiast jej pomóc, to łaskotała ją zawzięcie razem z bratem.
Hermiona próbowała uciekać, ale marnie jej to wychodziło. Po jakichś 5 minutach w drzwiach zobaczyła Freda.
- Freddie, pomocy! - dziewczyna pomyślała, że to jej ostatnia deska ratunku. Przez chwilę obawiała się, że chłopak dołączy do jej oprawców, ale ten doskoczył do George'a i ściągnął go z jej pleców, zanosząc się śmiechem. Zaatakował go tym samym, czym on przed chwilą Hermionę. Ta uwolniona od rudzielca zaczęła łaskotać Ginny, która nie miała nawet siły, żeby się bronić. Po chwili wszyscy rzucili się zasapani na kanapę.
- Nie wiem, czy po tym wszystkim do Was przyjadę - oznajmiła Hermiona.
Wszyscy spojrzeli na nią zszokowani.
- Hej, to po co ja cię ratowałem? - spytał oburzony Fred.
Widząc ich obrażone miny, Miona parsknęła śmiechem.
- Przecież żartowałam, głuptasy - powiedziała.
- To przestań - syknął Fred. Był tak poważny, że towarzystwo nie mogło wytrzymać i wszyscy zanieśli się śmiechem. Chłopak znów objął Hermionę.
- Hej Freddie, a tak właściwie, to gdzie wysłał Cię George?
- Do Dumbledore'a - wyjaśnił. - Wysłaliśmy sowę do domu, zanim całkowicie zwątpisz w to, że nie sprawisz rodzicom żadnego kłopotu. Nie uwierzycie, ale jak tylko wszedłem do gabinetu, to on już wysyłał sowę z wiadomością do mamy i taty! Ten gościu jest serio niesamowity. Powiedział, że tego się po nas spodziewał i że mogę już wracać do Was.
Kiedy skończył mówić, do pokoju wszedł Harry i Ron. Ten drugi z furią wpatrywał się w rękę Freda uwieszoną na Hermionie.

I oto obiecany rozdział 4! Jestem z niego w sumie zadowolona, chociaż nic konkretnego się nie zadziało :) czyta to ktoś w ogóle? Zostawcie coś po sobie :c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz