Zarumieniona Hermiona odskoczyła, ale Fred mocno ścisnął ją za rękę.
- George, kochaniutki, zobacz no czy nie ma Cię w holu - powiedział Fred.
- Och już biegnę! - krzyknął jego bliźniak, ale osunął się z powrotem na siedzenie i zachrapał niemalże momentalnie.
Hermiona zerknęła na Freda, który się do niej uśmiechał. Nieśmiało odwzajemniła go i wstała.
- Idę się przejść - powiedziała. Wyszła z przedziału i dotknęła swojego zarumienionego policzka, uśmiechając się do siebie.
Potem dotknęła swoich warg. Tak mało brakowało, aby Fred ją pocałował. Tak, ten Fred Weasley!
W tej chwili prawie znienawidziła George'a, że ich na tyle rozproszył, ale zaraz się opanowała. Nie mogła powstrzymać uśmiechu. Oparła się o parapet i wpatrywała w okno, głęboko oddychając.
- Kogo my tu mamy - syknął zimny głos. Hermiona poznała go od razu.
- Czego chcesz, Malfoy? - spytała dumnie.
- Jesteś sama - powiedział z satysfakcją.
- Wow, nie sądziłam, że jesteś na tyle inteligentny, Draconie. Chyba powinnam przyznać dla Slytherinu jakieś dodatkowe punkty za Twój spryt.
- No proszę. Nasza szlamowata koleżanka ma niewyparzony jęzor. Ale chyba czas go pożałować, moja droga Hermiono. I tego, co Twój zdrajca krwi zrobił na schodach.
- Nie masz prawa go tak nazywać, Ty brudny karaluchu! - wrzasnęła Hermiona wyciągając różdżkę. Przyzwyczaiła się, że Malfoy nazywał ją szlamą, więc nie ruszało jej to tak, jak kiedyś. Ale jeśli ktoś obrażał najbliższe jej osoby, nie mógł liczyć na taką pobłażliwość.
- A chcesz się założyć? - spytał Draco, który wyciągnął też swoją różdżkę.- Petruficus totalus! - rzekł spokojnie, starannie akcentując każde słowo. - Muffliato! - teraz skierował różdżkę na drzwi przedziału Miony i jej przyjaciół. Była już przerażona, ale nie mogła tego okazać.
Nie dawaj mu satysfakcji, nie dawaj mu satysfakcji - powtarzała w duchu jak mantrę.
- I co już nie jesteś taka cwana - zaśmiał się drwiąco. Wyjął z kieszeni coś ostrego. Przyłożył to zgięcia jej ramienia.
Tylko nie to, tylko nie to.
- Och zapomniałbym - machnięciem różdżki Draco zdjął z niej zaklęcie unieruchamiające. - Z petrificusem to nie daje takiej frajdy.
Hermiona zaczęła krzyczeć i wyrywać mu się, ale Ślizgon trzymał ją mocno.
- Szkoda Twojego gardła, szlamo. I tak nikt Cię tu nie usłyszy.
A potem zatopił ostrze w jej skórze.
Już nie płakała, nie próbowała krzyczeć. Wiedziała, że to nie ma sensu. Ale ta cisza denerwowała Malfoya. Z każdą literą wbijał ostrze jakby coraz mocniej, a po chwili na jej przedramieniu pojawił się koślawy napis: SZLAMA.
- No, teraz popamiętasz mnie już na zawsze, moja droga - powiedział po raz kolejny śmiejąc się drwiąco. Odszedł na koniec korytarza. Gdy był już przy drzwiach swojego przedziału zdjął zaklęcie Muffliato. Rozsunął je i zniknął.
Hermiona zaczęła czuć potworny ból. Był okropny, jeszcze gorszy, niż kiedy Draco `pisał` to słowo. Szlama. Szlama. To zostanie jej już na zawsze.
Z każdą sekundą Miona słabła coraz bardziej. Nie miała siły doczołgać się do przedziału, ani zawołać o pomoc. Osunęła się po ścianie. Wszystko zaczęło się rozmazywać. Po chwili widziała już tylko ciemność.
***
- Hej, gdzie ona się tyle podziewa? - spytał George.
- Nie wiem, zaraz pójdę sprawdzić - odpowiedział bliźniak.
- Siedź, ja pójdę, muszę rozprostować nogi - wyszczerzył się rudzielec i wstał. Podszedł do drzwi, a kiedy je rozsunął, zamarł. Wpatrywał się w jakiś punkt tuż przed nim, jakby pod oknem w przeciwległej ścianie.
- No co jest, Georgie? - spytał Fred, podnosząc się z miejsca. I on zobaczył to, co tak przeraziło jego brata. - O cholera! - krzyknął i wypadł na korytarz, w stronę leżącej na podłodze nieprzytomnej Hermiony.
- Miona, Miona! Niech ktoś leci po jakąś pielęgniarkę! - krzyczał zrozpaczony. Padł na kolana i położył na nich głowę dziewczyny. - Hermiona obudź się! Hermiona, słyszysz? Hermiona!
Harry pobiegł w stronę przedziału nauczycieli, żeby sprowadzić jakąś pomoc.
- Fred, ręka... - powiedziała cicho przerażona Ginny.
- Gin, nie teraz, może byś tak... - zaczął rozeźlony Fred, ale potem spojrzał na rękę szatynki. Była cała we krwi. Głośno zassał powietrze.
- F-Fred...? - odezwała się słabym głosem Hermiona.
- Miona! Kochanie, tak się bałem - powiedział cicho szczęśliwy rudzielec tak, że tylko Herma mogła to usłyszeć.
Kochanie? Czy on właśnie powiedział do mnie kochanie? - pomyślała Hermiona. Nie, niemożliwe. Pewnie mi się wydawało. To niedorzeczne.
- Hermiona, kto Ci to zrobił? - spytała spanikowana Ginny, klękając obok Freda.
- Ja... n-nie... - zająknęła się szatynka.
- Daj jej spokój, Ginny o tym później - syknął rudy i pomógł gryfonce usiąść.
Z nauczycielskiego wybiegła jakaś kobieta. Pisnęła przerażona i wróciła po zwykłą, mugolską apteczkę. Przyjaciele kojarzyli ją z Hogwartu, była pomocnicą pani Pomfrey. Nie była czarownicą, ale charłakiem.
- Moja biedna co Ci się stało? - rzekła siadając obok Miony. Delikatnie ujęła jej zranioną rękę i przemyła wodą utlenioną. Herma syknęła cicho.
- Co pani jej robi?! - wrzasnął wściekły Fred, próbując odciągnąć dziewczynę, której nadal podpierał plecy tak, aby mogła siedzieć.
- Freddie, spokojnie, to tylko woda utleniona. Oczyszcza ranę - powiedziała uspokajająco Hermiona.
Kobieta wyjęła z apteczki jakiś eliksir.
- Wypij to, słonko. Poczujesz się o niebo lepiej.
Hermiona z ulgą przyjęła od niej miksturę. Połknęła na raz całą zawartość fiolki i rzeczywiście, momentalnie poczuła się lepiej. Widząc zmianę na jej twarzy, pielęgniarka uśmiechnęła się i zaczęła owijać ranę bandażem.
- Tyle mogę - powiedziała, gdy skończyła pracę. - To, co masz teraz na ręce zostało zrobione mugolskim narzędziem, ale na pewno nie bez dodatku magii. Blizny po czymś takim nie mogą usunąć żadne czary. Musisz z tym żyć, maleńka - uśmiechnęła się przepraszająco. Zebrała swoje rzeczy. - Uważajcie na nią - powiedziała do całej czwórki, pożegnała się i odeszła.
Fred delikatnie uniósł Hermionę i zaprowadził do przedziału. Usadził ją na miejscu i przytulił na tyle mocno, na ile pozwalało mu ostrzeżenie od pielęgniarki. Do przedziału weszli wstrząśnięci George, Harry i Ginny. Luna i Neville ulotnili się gdzieś zaraz po Ronaldzie. Gdy wszyscy pozajmowali miejsca, Fred rozluźnił uścisk, ale posadził dziewczynę sobie na kolanach i nadal trzymał w objęciach. A ona nie mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że jej się to nie podobało.
- Co się stało? - spytał przerażony George. Był nadal w ciężkim szoku.
- No wiecie, ja ... - powiedziała Hermiona. Nie miała zamiaru opowiadać co zaszło.
Ginny prychnęła, już nieźle zdenerwowana.
- Przecież ona nic nie powie. Będzie chroniła tego dupka - powiedziała. - Widzieliście, co ma na ręce? SZLAMA. Tak, właśnie. Więc chyba wszyscy wiemy kto to zrobił.
Hermiona poczuła, że Fred zacisnął pięści na jej brzuchu, ale poza tym nie stracił panowania.
- Malfoy - powiedział Harry i zerwał się z miejsca. George złapał go za ramię już na korytarzu.
- Stary, poczekaj no sekundę - powiedział, a potem zaczął mu coś tłumaczyć do ucha. Chwilę później gdzieś zniknęli.
- To ja, ekhm, pójdę sprawdzić gdzie się podziewają wszyscy - powiedziała Gin i już jej nie było.
Fred i Hermiona zostali sami. Teraz chłopak przestał się już kontrolować. Oparł głowę na jej ramieniu.
- Nie masz pojęcia, jak okropnie chce iść do przedziału Ślizgonów, iść i sprawić, by Malfoy pożałował, że w ogóle się urodził - wyszeptał stłumionym przez materiał koszulki Hermiony głosem. Po chwili dziewczyna poczuła, że jej rękach jest jakby ... wilgotny? Odwróciła się do Freda i ujęła jego twarz w dłonie. Podniosła ją i jej uwagę przykuły jego oczy. Jego cudowne, brązowe oczy. Teraz były zapłakane.
- Fred nie, proszę Cie, przestań! - powiedziała, mocno przytulając rudzielca. Do jej oczu również napłynęły łzy i zaczęły ciec po policzkach. - Nie płacz, słyszysz?
- Nie masz pojęcia, co czułem, kiedy zobaczyłem Cię na podłodze. Taką... bladą. Wyglądałaś, jakby uszło z Ciebie całe życie.
- Przepraszam, nie chciałam Cię wystraszyć. Ale już nie płacz Fred, błagam! - Miona tysiąc razy bardziej wolałaby przeżywać to, co zafundował jej Malfoy, niż patrzeć na płaczącego rudzielca.
- Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. A wtedy Ty... powiedziałaś moje imię. Pamiętasz?
- Oczywiście że powiedziałam, głuptasie - powiedziała Hermiona i zaśmiała się ciepło.
Fred już nic nie odpowiedział. Jego wargi dotknęły ust gryfonki. Były takie ciepłe, takie czułe, takie delikatne. Delikatny pocałunek zmienił się w pełen namiętności. Miona nie wiedziała, czy minęło kilka sekund, minut, a może lat. W końcu oderwali się od siebie. Szatynka przytuliła się to jego obojczyka, a ramiona zarzuciła mu na szyję. Fred przyciągnął ją jeszcze mocniej do siebie.
- Od jakiegoś czasu przewracasz moje życie do góry nogami, Hermiono Granger - powiedział, śmiejąc się cichutko.
- No popatrz, kto by pomyślał? Fred Weasley i ta kujonica, no jak jej tam, Hermiona Granger - powiedziała dziewczyna, chichocząc.
- Nie mów tak - zaoponował Fred. - Jesteś bardzo inteligentną i utalentowaną dziewczyną. Kujon kojarzy mi się z okularami na pół twarzy, tłustymi włosami, jak u Snape'a i pryszczami, a nie Twoją śliczną twarzyczką.
- Naprawdę tak uważasz? - spytała zawstydzona Hermiona. - Że jestem, no wiesz, ładna?
- Oczywiście, że tak - powiedział i cmoknął ją w czoło. - Moja mała, słodka Hermiona.
Po paru minutach do przedziału weszli rozchichotani Harry, George i Ginny.
- No, to Malfoy będzie miał nauczkę!
- Co zrobiliście? - spytała cicho Hermiona podnosząc głowę. Fred zasnął, ale nadal tulił ją mocno do siebie.
- Oj, mała, tego się nie dowiesz - powiedziała Ginny.- To nasza mała, słodka tajemnica.
Hermiona pokazała jej język i wróciła do poprzedniej pozycji. Kilka lat nauczyło ja, że z Weasley'ami nie warto było się targować. Patrzyła w okno, aż krajobraz przestał się przesuwać i znaleźli się na dworcu.
- Freddie, wstawaj, wysiadamy - powiedziała do ucha rudemu.
Ten otworzył oczy i na chwilę oboje zatonęli w swoich spojrzeniach.
- Chcecie tu spędzić wakacje, czy co? - spytał rozbawiony George i wypadł na korytarz.
Miona zaskoczyła z kolan Freda, a on stanął obok niej i objął ramieniem. Hermiona podniosła Krzywołapa, a rudzielec bez trudu uniósł kufer i swój, i dziewczyny jedną ręką.
- Na King's Cross pewnie są moi rodzice - powiedziała Hermiona. Fred spodziewał się, co to może oznaczać: że nie pożegnają się tak, jak sobie to zaplanował. Gdy znaleźli się na stacji rzucił walizki na ziemię i, nie zwracając uwagi na tłumy gapiów, przyciągnął Hermionę do siebie. Rozległy się gwizdy i krzyki, ale oboje byli zbyt zajęci sobą, by na nie zareagować. Fred oderwał swoje usta od Hermy i zbliżył je do jej ucha.
- Do zobaczenia za tydzień, słońce - szepnął, wziął swój kufer i popędził za rodzeństwem, które już znikało na dworcu.
Zarumieniona Hermiona stała tak, aż w końcu jej spojrzenie spotkało wzrok Harry'ego.
- Nie chwaliłaś się - powiedział, śmiejąc się cicho i zabrał od niej kufer.
- Harry, na Merlina, odwal się - powiedziała, waląc go po przyjacielsku pięścią w ramię.
- Jak ręka? - spytał Wybraniec.
- Lepiej, w ogóle nie czuje bólu. Dzięki, że pytasz.
- Czemu miałbym nie pytać?
- Cóż, jeden z moich przyjaciół tego nie zrobił - odpowiedziała, patrząc na ścianę przed sobą. Ron Weasley właśnie znikał na King's Cross.
Podoba się? Mam nadzieję, że tak! Wiem, odstępy czasu są ciut za małe, ale niedługo się poprawie ;)
Zapraszam za tydzień na nowy rozdział!
Jeśli czytasz, to skomentuj, przyjmuję nie tylko dobre, ale i złe komentarze ;p
Pozdrawiam ciepło!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz